Piękny wiosenny dzień, aż chce się pisać. Dzisiaj zauważyłam jaka piękna różyczka wyrosła w moim londyńskim ogrodzie. Uwielbiam wiosnę, zapach świeżo skoszonej trawy i słońce !
Czas na dokumenty
Postanowiłam
zacząć zajmować się tzw. biurokracją. Pojechałam założyć konto bankowe. Tu już
nastąpił problem. Jaki ? Nie mogę tego zrobić, ponieważ nie posiadam
potwierdzenia adresu( mieszkałam wtedy jeszcze u znajomych). A więc zadzwonię i umówię się na spotkanie w sprawie numeru, dzięki któremu będę mogła podjąć
pracę. Umówili mnie na spotkanie. Niestety musze mieć co? No potwierdzenie
adresu, które mogę uzyskać np. Banku.
Zgłupiałam, serio. Na pokój nie było mnie stać z powodu braku pracy i
niemożności do niej pójścia. Po kilku dniach dostaje list, w którym informują
mnie o umówionym spotkaniu w sprawie w/w numeru. Trudno ryzykuje i idę z tym
listem na spotkanie.
Tu też się zaczyna problem a raczej strach. Jak ja się dogadam z moim angielskim? Nie mówię źle, ale to rozmowa urzędowa i pewno nie dam sobie rady. Mogłam wziąć tłumacza, ale może jakimś trafem jednak dam radę . Idę bez. Jakimś cudem dojechałam metrem ( nie lada wyczyn). Wypaliłam dwa papierosy i weszłam. Dostałam numerek i czekałam na swoją kolej. Obgryzłam jak nigdy wszystkie paznokcie ze strachu. Nadeszła moja kolei. O dziwo wszystko się udało, a angielski prawie się nie przydał. Pytania były banalnie proste typu po co Pani tu przyjechała? Jakiej pracy Pani szuka? Itd. Poszło z górki. Okazało się, że dzięki listowi od nich założyłam też konto bankowe ! HURA ! Jestem mistrzem.
Tu też się zaczyna problem a raczej strach. Jak ja się dogadam z moim angielskim? Nie mówię źle, ale to rozmowa urzędowa i pewno nie dam sobie rady. Mogłam wziąć tłumacza, ale może jakimś trafem jednak dam radę . Idę bez. Jakimś cudem dojechałam metrem ( nie lada wyczyn). Wypaliłam dwa papierosy i weszłam. Dostałam numerek i czekałam na swoją kolej. Obgryzłam jak nigdy wszystkie paznokcie ze strachu. Nadeszła moja kolei. O dziwo wszystko się udało, a angielski prawie się nie przydał. Pytania były banalnie proste typu po co Pani tu przyjechała? Jakiej pracy Pani szuka? Itd. Poszło z górki. Okazało się, że dzięki listowi od nich założyłam też konto bankowe ! HURA ! Jestem mistrzem.
Teraz tylko praca.
Szukałam w
internecie, w prasie, ale nie było w tym czasie nic interesującego. Wymagania
głównie – język angielski w stopniu komunikatywnym, nie raz doświadczenie.
Największe
zapotrzebowanie jest na różnego rodzaju kelnerki, barmanki i sprzątanie hoteli.
Znajomi podsunęli
mi pomysł – Idź do agencji pracy.
1.
Agencja Pracy
Grzecznie
wstałam o 5 rano co dla mnie jest porą typowo nocną. Wypełniłam formę. Tam się dowiedziałam, że muszę przychodzić sobie co rano i czekać aż będzie coś dla
mnie. Po dwóch dniach nie dałam rady, po prostu to olałam. Jednak zadzwonili do
mnie, że jest dla mnie praca – magazyn.
Poszłam.
Praca była dosyć ciężka a moja menagerka chyba nie lubiła Polek. Po trzech
tygodniach zwolniła mnie i jeszcze jedną Polkę w sumie ona chyba nikogo nie
lubiła.
HA ! Znajdę
coś innego. Mój chłopak dostał pracę chwilę przede mną, więc wyprowadziliśmy
się na swoje. A raczej na pokój z resztą, w którym mieszkamy do dziś.
Następnej
pracy szukałam już roznosząc moje CV po sklepach.
2.
Roznoszenie CV
po sklepach
Sposób dobry
i skuteczny. Wiadomo, nie oddzwonią z każdego miejsca, ale z jakiegoś tak.
Dostałam pracę w sklepie. Przebyłam niepłatny trening i zostałam wpisana do
grafiku. Pracowałam pół roku, ale potrzebowałam zmiany na lepszą pracę.
Pracowało mi się dobrze , choć były i ciężkie momenty. Czasami złe traktowanie pracowników i duża presja. Ciężko nie raz było to wytrzymać, ale pracowałam z
fajnymi dziewczynami, z którymi nadal utrzymuje kontakt.
3.
Internet
Ogłoszeń
mnóstwo. Od sprzątania do prac biurowych. Co tylko chcesz. Jednak przypadek jak
w Polsce. Wysyłasz 1000 CV a odezwie się 1 osoba? Albo i więcej, ale okaże się,
że jednak nie spełniasz kryteriów rekrutacji.
4.
Znajomości
Coś Wam to
mówi ? Polska. Znajomości nie trzeba mieć tylko w Polsce ale i tu. Może tylko
w mniejszym stopniu. Tak też dostałam pracę dzięki koleżance. Niestety dojazd
jaki musiałam pokonać był daleki od ideału. Oczywiście znowu zrezygnowałam.
Teraz jestem
w trakcie szukania nowej pracy. Oczywiście wybrałam wariant 2 i 3. Zobaczymy
jak będzie. Mam nadzieje, że uda się :)


Powiem Ci, że nieźle się uśmiałam jak przeczytałam w Twoim pierwszym poście o tym, że jak szukają kogoś do pracy to jest zaznaczone "z doświadczeniem" bo akurat też jestem w trakcie szukania pracy i bardzo mnie irytuje jak widzę to w ogłoszeniach...:p
OdpowiedzUsuńDługo już mieszkasz za granicą?;)
Zapraszam do mnie dziewczynawrozowychokularach.blogspot.com
Dzięki , miło mi :) Powodzenia mimo to w szukaniu pracy :)
OdpowiedzUsuńMieszkam od prawie roku.
Fajny post :) wy-stardoll.blogspot.com
OdpowiedzUsuńDzięki:-)
OdpowiedzUsuńPrzypadkiem trafiłam na Twojego bloga, ale muszę przyznać, że bardzo mi się podoba. Cieszę się, że w końcu udało ci się znaleźć pracę. Fajnie, że piszesz o tym, jak to jest naprawdę na emigracji, jestem właśnie w liceum, zastanawiam się, czy nie pojechać na studia zagranicę i tam nie zostać na stałe - może Twój blog rzuci trochę światła na prawdziwe oblicze emigracji :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
www.ladywagabunda.blogspot.com
Tak, mam zamiar pokazać te dobre i te złe strony. Studia za granicą ? Super pomysł. Wymaga jednak wysiłku, ale myślę, że to dobry pomysł. Też mam to w planach i jestem na etapie zbierania informacji. Jeśli będę mogła Ci pomóc to się cieszę. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Bardzo miło czyta sie co piszesz ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie. Dopiero zaczynam :) http://elisbloggerka.blogspot.com/?m=1
Dziękuję ;)
OdpowiedzUsuń